Mapa strony

Wykorzystać wszystko co się potrafi a zwycięstwo przyjdzie samo.

Oto wywiad, którego udzieliła Kasia Grzybowska trenerowi – Sławomirowi Słowińskiemu.

 

– Czy powołanie do polskiej reprezentacji olimpijskiej było dla Ciebie zaskoczeniem?

– Trener kadry powołał mnie już wcześniej na Kwalifikacje Olimpijskie dlatego nie byłam zaskoczona tym zaproszeniem. Spodziewałam się, że pojadę na Igrzyska jako trzecia zawodniczka w drużynie, jednak szczerze muszę przyznać, ze dopóki nie było oficjalnej informacji, cały czas podchodziłam do mojego ewentualnego udziału w IO z dystansem.

 

– Zatem już sam wyjazd na Igrzyska Olimpijskie jest dla sportowca sukcesem.

– Myślę, że dla większości sportowców tak właśnie jest. W tenisie stołowym bardzo ciężko jest wywalczyć kwalifikację, a na samych Igrzyskach, dominujące w tej dyscyplinie Azjatki, blokują drogę do medalu, dlatego wyjazd do Londynu i wzięcie udziału w największej sportowej imprezie świata jest wielkim osiągnięciem.

 

– Kiedy dowiedziałaś się, że pojedziesz do Londynu to czy pomyślałaś: muszę wypocząć przed takim wyzwaniem, a może przeciwnie: czeka mnie bardzo dużo pracy?

– Na samym początku pomyślałam o tym, że bardzo mało czasu pozostało do wyjazdu, a ja muszę jeszcze dopracować wiele elementów mojej gry. Zaczęłam wyliczać, co jeszcze mogę zrobić lepiej, czego się nauczyć. Dopiero kilka dni później, kiedy emocje opadły, dotarło do mnie, że najpierw powinnam dobrze się zregenerować i naładować baterie, żeby spokojnie wytrzymać cały cykl przygotowań.

 

– Wierzysz w sukces w Londynie?

– Przede wszystkim jadę do Londynu, żeby zagrać najlepiej jak potrafię, ale gdzieś w głębi siebie wierzę i widzę polską drużynę stojącą na podium. Przecież już nie raz pokazywałyśmy, że stać nas na bardzo dużo i jeśli każda z nas zagra na najwyższym poziomie to będzie ogromna szansa na zdobycie medalu.

 

– Bywa, że boisz się przeciwniczek?

– Może gdy byłam młodsza to pojawiała się myśl: „o rany, z nią to jeszcze nie wygrałam” i wtedy pojawiało się jeszcze większe napięcie podczas gry.

Teraz staram się myśleć w zupełnie inny sposób. Najważniejsze jest, żeby do każdej gry podejść dobrze skoncentrowanym i wykorzystać wszystko co się potrafi. Wtedy zwycięstwo przyjdzie samo nawet z tymi „strasznymi” przeciwniczkami. Porażka nie boli tak mocno kiedy ma się świadomość, że dało się z siebie wszystko.

 

– Intensywny doping pomaga ci w grze, czy wręcz przeciwnie?

– Bardzo lubię kiedy cala sala zagrzewa mnie do walki i cieszy się razem ze mną z każdego zdobytego punktu. Świadomość tego, że kibicom podoba się mecz to taki dodatkowy wiatr w żagle. Szkoda, ze w tenisie stołowym tak rzadko zdarza się zapełniona po brzegi sala.

 

– Jakie masz sposoby, żeby się zmotywować do walki?

– Nie posiadam żadnej konkretnej recepty. Mam wiele motywacji wewnętrznej co sprawia, że zawsze walczę o każdą piłkę. Myślę też, że w tym materii dużą role odgrywa fakt, że bardzo nie lubię przegrywać, a to jest bardzo motywująca cecha charakteru.

 

-Właściwie dlaczego postanowiłaś grać w tenisa stołowego, a nie na przykład uprawiać lekką atletykę? Jak to było?

– Kiedy miałam 8 lat, byłam z rodzina na wczasach i w domku mieliśmy stół do tenisa. Oczywiście wtedy nikt nie chciał ze mną grać ale bardzo mi się spodobał ten sport. Dlatego po powrocie do domu poprosiłam tatę aby zapisał mnie do klubu. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz przyszliśmy na sale, trafiliśmy na trening seniorów. Juz wtedy wiedziałam, że chcę grać tak jak oni. Rodzice myśleli, ze na pewno po jakimś czasie mi się znudzi granie i bedę chciała robić cos innego. Na szczęście nigdy to nie nastąpiło i do dziś bardzo się cieszę, że byłam takim stanowczym dzieckiem:)

 

– Jakie znaczenie mają dla ciebie Polkowice? To tylko siedziba klubu, w którym grasz, czy coś więcej?

– Może Polkowice nie są zbyt wielkim miastem, ale mają wspaniały klimat. Bardzo do was przyjeżdżać. Również ludzie, którzy otaczają mnie w czasie moich pobytów w Polkowicach są życzliwi. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z odmowa z ich strony kiedy chodziło o pomoc w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Miedzy innymi dlatego przedłużałam juz dwukrotnie mój kontrakt z polkowickim klubem.

 

– Myślisz, że to dobre miejsce na studia?

– To co mnie zawsze zadziwia w tym mieście to fakt, że tam prawie wszyscy się znają. Zatem, jeśli ktoś lubi rodzinną atmosferę to Polkowice są wymarzonym miejscem na rozpoczęcie studiów.

Można u was znaleźć spokój potrzebny do nauki, ale też i oderwać się czasem od książek, żeby poczuć studenckie życie.

 

– Kiedy pojedziesz na wakacje w tym roku?

– Ze względu na Igrzyska moje wakacje były w tym roku nieco wcześniej. Miałam dwa tygodnie wolnego w pierwszej połowie czerwca. Myślę, że był to wystarczający okres czasu abym wypoczęła i nabrała sił na przygotowania.

 

– Jak się relaksujesz po meczach, po sezonie – aktywnie, czy raczej biernie?

– W trakcie sezonu mam bardzo mało wolnego czasu, wiec jeśli już znajdę chwilę na relaks to lubię się porządnie wyspać. Ale spacer z chłopakiem lub wypad na zakupy też są dobrym sposobem na odpoczynek.

Po sezonie najczęściej mówię sobie, że oto nadszedł czas na leniuchowanie. Co z tego kiedy juz trzeciego dnia siadam na rower, albo idę na basen lub wymyślam jakiś inny sposób na aktywne spędzanie czasu. Mój organizm niestety inaczej nie potrafi :)

 

– Jaki jest twój cel na najbliższe lata?

– Zamierzam nadal rozwijać swoje umiejętności i awansować przynajmniej do pierwsze pięćdziesiątki rankingu światowego.

A za cztery lata chciałabym ponownie zakwalifikować się do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w turnieju indywidualnym.

 

Pani Katarzyno,wszyscy trzymamy mocno kciuki!